UDANE MAŁŻEŃSTWO

Oto wywiad z MARCELLĄ DE MARCHIS – pierwszą żoną
ROBERTA ROSSELLINIEGO, słynnego reżysera neorealizmu włoskiego – który przeprowadziłam w przeszłości dla tygodnika „Zwierciadło”.
 

Marcella De Marchis (1916 – 2009) z zawodu scenografka, jest autorką wspomnień zatytułowanych „Udane małżeństwo”.

– Czy nie wydaje się Pani, że tytuł książki „Udane małżeństwo” może brzmieć dla kogoś dziwnie? W końcu Pani małżeństwo z Roberto Rossellinim rozpadło się i nie byla pani jedyną kobietą w jego życiu?
 – Pewnego dnia ja i Roberto przebywaliśmy nad morzem w Santa Marinella (w pobliżu Rzymu – mój przyp.) i rozmawialiśmy o końcu, bynajmniej nie szczęśliwym, małżeństw niektórych naszych przyjaciół. W pewnym momencie Roberto zwrócił się do naszego znajomego i powiedział: „Wiesz, które małżeństwo jest udane? Moje z Marcellą. Popatrz, od wielu lat jesteśmy w separacji, a żyjemy zgodnie w miłości. To jest małżeństwo udane”.
 – Pani stosunki z byłym mężem pozostały przyjazne. Ale rodzi się wątpliwość: czy związek, który wcześniej łączyła miłość i namiętność, może przetrwać jako zwykła przyjaźń?
 – Przetrwało coś więcej niż przyjaźń. Roberto do końca pozostał głową rodziny, mimo że nasze współżycie ustało i każdy żył na własny rachunek. Chciałam, by nadal był ojcem dla naszych dzieci, by zajmował się nimi. Zresztą przez długi czas nasi synowie nawet nie zauważyli, że żyjemy w separacji, gdyż Roberto mógł się z nimi w każdej chwili zobaczyć. Jeśli o mnie chodzi, nigdy nie myślałam o powtórnym zamążpójściu, ponieważ odrzucałam myśl o „nowym” ojcu dla moich dzieci. Owszem, miałam różne flirty i związki z mężczyznami, ale zawsze zachowywałam jak największą dyskrecję. Taki był mój wybór. Również legalna separacja z Rossellinim była moją decyzją, bo zawsze dążyłam do sytuacji jasnych i jednoznacznych. By móc przeprowadzić formalnie rozwód, przyjęłam nawet na pewien czas obywatelstwo austriackie, ale oczywiście ślub kościelny pozostał w mocy. Gdy wychodziłam za mąż, byłam młodziutką dziewczyną, a Roberto miał 30 lat i na swoim koncie niejedno doświadczenie. Był dojrzałym, odpowiedzialnym mężczyzną, który zasługiwał na wierność i szacunek. Zawsze miałam do niego zaufanie. I nie zawiodłam się, bo zawsze czułam jego bliskość. W każdą rocznicę ślubu Roberto przysyłał mi kwiaty z serdecznym bilecikiem.
 – Ktoś powiedział, że film jest bajecznym dzieckiem techniki i uczucia. Ile w Rossellinim – filmowcu i zwykłym człowieku – bylo racjonalizmu, a ile sentymentu?

– Było w nim wszystkiego po trochu. Charakteryzowała go ciekawość, chęc poznania, działania i posuwania się naprzód, ale równocześnie fascynowała go bardzo historia antyczna. Kochał życie nieprawdopodobnie! Po dziecięcemu i po dorosłemu – nigdy nie zatracał swego młodzieńczego ducha. To on zawsze kupował zabawki dla naszych dzieci i dla tych, które narodziły się z innych związków.

Roberto Rossellini

Co czuła Pani w stosunku do innych kobiet Rosselliniego? Czy byłyście do siebie podobne?

 – Nie, absolutnie nie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Pod względem fizycznym byłyśmy bardzo różne. Miałam wiele tkliwości i uczucia dla Anny Magnani, która bardzo kochała Roberta, zresztą z wzajemnością. Tak, widziałam między nimi wielką miłość. Anna mogła mi zaufać i była mi też bliska w pewnych momentach, lecz był to bardziej szacunek niż przyjaźń. Nie chodziłyśmy w każdym razie razem na kolację. Muszę jednak powiedzieć, że choć Anna nie lubiła kobiet, mnie okazywała sympatię i zrozumienie. Z kolei z Ingrid Bergman, wspaniałą kobietą, byłam prawdziwie związana. Urodziła Rosselliniemu dwoje dzieci i traktowała mojego Renza, jakby był jej własnym synem. Łączyły mnie z nią bliższe stosunki niż z Anną Magnani.
 – Nie miała Pani żalu do nich, ani do męża?
 – Żadnego. Nie byłam nigdy zazdrosna. O separacji zdecydowałam ja, gdy zrozumiałam, że wszystko się skończyło. Wiedzialam jednak, że spotkanie z Robertem pozostanie najważniejszym wydarzeniem w moim życiu. W ostatnich latach przed śmiercią Roberto mieszkał naprzeciwko mnie. Gdy wracał do domu, pukał do moich drzwi, by dać mi znać, że mogę przygotować kawę. Siadaliśmy przy stole i opowiadaliśmy sobie, jak minął dzień, co robiły dzieci, jakie są nasze plany na następny dzień.
 – Osobowość Rosselliniego zapewniła Pani bez wątpienia życie dalekie od rutyny i nudy. Czy odczuwa Pani tęsknotę za tamtym okresem i za tamtym Rzymem? Czy sądzi Pani, że w dzisiejszym Rzymie dziewczyna może przeżyc podobną historię?
 – Były to wspaniałe lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. Oczywiście, że odczuwam nostalgię. Był to okres dolce vita. Rzym był cudowny! Pewnie, że czasy są dziś inne, ale historie prawdziwe i niebanalne nie od tego zależą. Ostatnio uczestniczę w całych Włoszech w spotkaniach autorskich. W czasie licznych wywiadów zwracam się często do dziewcząt i życzę im, by znalazły człowieka godnego nazywania mężczyzną. By znalazły mężczyznę, który obdarzy je szacunkiem i zaufaniem, i który zasłuży na to samo z ich strony. A potem radzę im, by starały się zawsze ratować to, co jest do uratowania, przymykając oko na jakiś wyskok czy ulotną przygodę pozamałżeńską partnera. Dzisiaj istnieją też tak zwane pary otwarte, ale wydają mi się one zbyt swobodne i nieskrępowane. Ważne jest to, żeby mieć obok siebie towarzysza, z którym łączy nas coś głębokiego, i z którym możemy uratować to, co jest w życiu prawdziwe, ponieważ dojrzałość i starość nadchodzą prędko. Wszelkiego rodzaju szantaże, walka o pieniądze są dla mnie czymś wulgarnym, absolutnie nie do przyjęcia. Prawdziwy związek można uratowa”, ale ratuje się go, zostawiając mężczyźnie trochę wolności.
 – Ale Pani nie walczyła o przetrwanie swojego małżeństwa?
 – Ja zażądałam separacji po pierwszej przygodzie Roberta.
 – Czyli starała się Pani ratować jedynie przyjaźń, a nie małżeństwo?
 – Powiedzmy, że nie uratowałam życia intymnego. Reszta pozostała mniej więcej taka sama. W momencie separacji miałam 26 lat. W Rossellinim do końca widziałam, pomimo późniejszych moich flirtów, albo ojca, albo męża. Proszę pomyśleć, że Roberto zmarł w moich ramionach.
 – Jakie stosunki łączą Pani syna Renza, producenta filmowego w Los Angeles, z przyrodnią siostrą Isabellą, córką Rosselliniego i Ingrid Bergman?
 – Ach, wspaniałe. Isabella jest cudowną dziewczyną, jak jej matka, i ja sama traktuję ją jak własną corkę.
 – Dziękuję za rozmowę.
UDANE MAŁŻEŃSTWO ultima modifica: 2017-07-05T12:14:54+00:00 da Mariola Gladysz

Post Author: Mariola Gladysz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *