MARILYN NIE MIAŁA RACJI

Oto przetłumaczony przeze mnie urywek książki pt. „Gigi Buffon. Numer 1”. Napisał ją wybitny sportowiec Gigi Buffon, a współautorem jest Roberto Perrone – dziennikarz sportowy z „Corriere della Sera”. Książka została wydana przez mediolański BUR (Rizzoli).

Gigi Buffon ( ur. w Carrara 1978 r.) – to słynny bramkarz Juventusu i reprezentacji Włoch, z którą wygrał w 2006 r. Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Grał również w Paris Saint Germain. Mówi się o nim „Maradona bramkarzy” i uważa się go za jednego z najlepszych bramkarzy świata wszystkich czasów.

FRAGMENT

(…) „Trwało to u mnie przez sześć  miesięcy, od grudnia 2003 r. do maja, a raczej do czerwca 2004 roku.
Wpadłem w depresję; leczyłem się  u psychologa. Nigdy nie zrozumiałem, dlaczego mi się to przytrafiło właśnie wówczas, a nie np. wcześniej czy później. Może był to moment przejścia z młodości do okresu dorosłości? Ale nie byłem już najmłodszy, i minęło 13 lat od momentu, gdy opuściłem moją rodzinę, aby żyć samodzielnie. Mojej drużynie, Juventusowi, w tym okresie nie szło świetnie, ale moja kariera nie była wcale w punkcie martwym. Jak to się mówi w tych przypadkach? Rok przejściowy. Ale to nie mogło być usprawiedliwieniem.
Co mi się działo? Rzecz prosta: tak naprawdę nie byłem zadowolony z mojego życia i z piłkarstwa, czyli z mojej pracy. Były to miesiące skomplikowane, trudne do zarządzania. Gdyż osobie, jaką jestem ja – przyzwyczajonej do autoszacunku, zawsze chętnej do walki i zdolnej do wykrzesywania z siebie energii, gdy trzeba odwrócić sytuację – jest trudniej znaleźć podparcie, aby się podnieść.

Trenowalem i nie było rzeczy, która wychodziłaby mi dobrze. Byłem przestraszony, a lęki i obawy – również przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej w Portugalii, które zamknęłyby ówczesny sezon – były dla mnie czymś nowym. Trzęsły mi się nogi, często znienacka, i miałem ciągle złe samopoczucie.
Przez miesiąc nie byłem sobą. Nie, nie uczyniłem niczego głupiego i nie do naprawienia, żadnego bezmyślnego gestu. Jednakże czułem, jak gdyby głowa nie była moja, ale od kogoś innego, jak gdyby była ciągle gdzie indziej.
Na szczęście, pomimo że jestem przyzwyczajony do liczenia przede wszystkim na własne siły, nigdy się  nie wstydziłem mówić i otwierać przed innymi. Rozmawiałem ze wszystkimi. Przede wszystkim z moją rodziną, z kierownictwem i z lekarzem mojego klubu –  Riccardem Agricolą. I drudzy mi pomogli.
Przez miesiąc chodziłem do psychologa i to zaprocentowało, gdyż wyszedłem na prostą szybko, na szczęście.
Uczucia strachu i niepewności zanikły mi znienacka, i to tam, gdzie bałem się udać, na Mistrzostwach Piłkarskich w Portugalii. Dokładnie podczas meczu Włochy – Dania 0-0, tak, właśnie podczas tego okropnego meczu, z którego się już pamięta tylko poplucie Poulsena przez Francesca Totti.
Było to wyzwolenie całkiem niespodziewane. Stałem pod deszczem i nagle znalazłem się pod jasnym niebem.
Zeszliśmy do szatni i byłem jedyną osobą, która się uśmiechała. Może któryś z moich kolegów pomyślał: „z czego ten się śmieje?” Jednakże nikt mi nic nie powiedział.
To właśnie tam poczyniłem refleksje nad tym, co nam się często wydaje banalne, nad tymi wyrażeniami, które jawią się nam przeżyte i pozbawione sensu w naszym świecie zbudowanym z innych przekonań.

Pieniądze nie są wszystkim

W głowie bombardowały mnie te słowa. I nagle zrozumiałem, jakżeż były prawdziwe. Zdałem sobie sprawę, że w pewnych sytuacjach pieniądze w twoim życiu się nie liczą, mają mało wspólnego z twoimi walorami, z tym czego się nauczyłeś, czego się uczysz każdego dnia, i co możesz przekazać temu, kto stoi obok ciebie.
Marilyn Monroe raz powiedziała: ” Lepiej płakać w Rolls Royce niż w zatłoczonym tramwaju”. Eh, pomyliła się. Kto płacze w zatłoczonym tramwaju, zdaje sobie sprawę, że może z niego wyjść, polepszyć coś, zmienić swe warunki. I w konsekwencji włoży więcej sił, energii i determinacji do tego, by przezwyciężyć kryzys. Szybciej osuszy sobie łzy.
Kto natomiast płacze na wygodnych siedzeniach Rollsa, jest przekonany, że osiągnął już wszystkie zamiary, i dlatego natrudzi się więcej, aby wyjść z załamania, bo nie może nawet wyznaczyć sobie konkretnego celu: jak polepszyć swoją sytuację. Jeśli dotkniesz dna w ten sposób, nie znajdziesz nadziei” (…)

 

 

MARILYN NIE MIAŁA RACJI ultima modifica: 2017-09-02T09:54:26+00:00 da Mariola Gladysz

Post Author: Mariola Gladysz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *