DOM GŁOSÓW

DONATO CARRISI – mistrz włoskich thrillerów – wydał swą nową książkę pt. „Dom głosów” (wydawnictwo: Longanesi, Mediolan, grudzień 2019).
Carrisi jest pisarzem, scenarzystą i dziennikarzem o sławie międzynarodowej.
Niektóre jego książki ukazały się również w Polsce: „W labiryncie”, „Władca ciemności”, „Dziewczyna we mgle”, „Łowca cieni”, „Trybunał dusz”, „Hipoteza zła”, „Zaklinacz”.
Powieści Donata Carrisi są chętnie ekranizowane, a odtwórcami ról są takie gwiazdy kina jak Toni Servillo i Dustin Hoffman.
       —————————————
Bohaterem „Domu głosów” jest Pietro Gerber, psycholog dziecięcy z Florencji, znany jako „usypiacz dzieci”. Jego specjalność to hipnoza, która ma pomóc małym pacjentom w ujawnieniu urazów, szoków, które kryją się w ich nieświadomości..
Pewnego dnia do Gerbera dzwoni z Australii koleżanka po fachu i mówi mu o swej  pacjentce, niejakiej Hannie Hall, która w trakcie hipnozy wydobyła wspomnienie o zamordowanym dziecku. To morderstwo dotyczy czasów, gdy Hanna Hall żyła z rodzicami we Włoszech i była małą dziewczynką. Hanna jest przekonana, że to ona jest zabójczynią. Ale pomimo że deklaruje się jako winna, w rzeczywistości jedyną rzeczą, którą pamięta z hipotetycznej zbrodni jest imię dziecka, Ado.
W nocy, w której wybuchł pożar – wyznaje Hanna Hall Garberowi, którego spotyka we Florencji – mama dała mi do wypicia wodę zapomnienia, dlatego mało pamiętam…”. Potem Hanna dodaje, że Ado jest pochowany obok rustykalnego domu, w którym mieszkała z rodzicami, i który znajduje się gdzieś w Toskanii. „Gdy Ado w nocy przychodził do mnie do domu głosów – wspomina Hanna – chował się zawsze pod moim łóżkiem. Ale to nie on wołał mnie po imieniu tamtej nocy… To byli obcy… Obcy są niebezpieczeństwem…”.
FRAGMENT
                                                                                                                                23 lutego
Delikatne muśnięcie we śnie.
Na mglistej granicy jawy i snu, tuż przed pogrążeniem się w otchłani ciszy, lekki dotyk na czole; dotyk czyichś lodowatych i cienkich palców, i towarzyszący mu smutny i łagodny szept.
Szept jej imienia.
Słysząc je, dziewczynka otworzyła oczy. Strwożyła się. Ktoś przyszedl ją odwiedzić w momencie, gdy zasypiała. Mógł to być ktoś ze starych mieszkańców tego domu, z którymi czasami gawędziła lub słyszała ich poruszających się jak myszy pod ścianą.
Ale zjawy mówiły chyba wewnątrz, nie na zewnątrz niej.
Również Ado – biedny Ado, melancholijny Ado – ją odwiedzał. Jednakże, w odróżnieniu od wszystkich innych widm, Ado nigdy nic nie mówił. Ale niepokoiła ją teraz myśl bardziej konkretna.
Oprócz mamy i taty nikt nie znał jej imienia w świecie żywych.
Była to „reguła numer trzy”.
Sama myśl, że naruszyła jedno z pięciu przykazań swoich rodziców, nie dawała jej spokoju. Zawsze jej ufali, nie chciała ich rozczarować. Szczególnie teraz, gdy ojciec jej obiecał, że nauczy ją polować z łukiem, i gdy nawet mama się do tego przekonała. Ale zaraz pomyślała: jak mogła to być jej wina?! 
Reguła numer trzy: nie wyjawić nigdy swojego imienia obcym.
Nie wyjawiła swego nowego imienia obcym, ani nie mogło być ono przypadkowo usłyszane. Tym bardziej, że od dwóch przynajmniej miesięcy nie widzieli nikogo, kto by się kręcił wokół ich domu. Byli odizolowani w szczerym polu, na wsi, i do najbliższego miasta były dwa dni na piechotę.
Byli bezpieczni. Tylko oni w trójkę.
Reguła numer cztery: nie zbliżaj się nigdy do obcych i nie daj się zbliżyć obcym do siebie.
A więc jak to było możliwe? To dom ją wołał po imieniu, nie było innego wytłumaczenia. Czasami drewniane belki wytwarzały nieprzyjemne skrzypnięcia lub jękliwe dźwięki muzyczne. Tata mówił, że dom osiadał na fundamentach jak starsza pani w fotelu, która co jakiś czas musi usadowić się wygodniej. W półśnie jeden z tych odgłosów wydawał jej się dźwiękiem jej imienia. To wszystko.
Jej niespokojna dusza odnalazła spokój. Zamknęła ponownie oczy. Sen zapraszał ją milcząco do miejsca ciepłego, w którym wszystko się rozproszy.
Już odpływała w sen, gdy ktoś przywołał ją znowu (…).
„Kim jesteś?” – chciała zapytać ciemności. Ale bała się odpowiedzi. A może ją znała już.
Reguła numer pięć: jeśli nieznajomy woła cię po imieniu, uciekaj.
Wstała z łóżka. Najpierw poszukała po omacku swej szmacianej lalki z  jednym tylko okiem, która spała razem z nią, i wzięła ją w ramiona. Nie zapalając światła na nocnym stoliku, zaczęła badać teren na ślepo. Pod jej bosymi stópkami skrzypiała podłoga z drewna.
Musiała powiadomić mamę i tatę.
Wyszła na korytarz. Od strony schodów, które prowadziły na niższe piętro, dochodził zapach ognia, który palił się w kominku powoli. Przemknął jej przez myśl stół z drewna oliwnego w kuchni, z resztkami po małej uczcie z poprzedniego wieczoru: tort chlebowy przygotowany przez mamę w piecu opalanym drewnem, któremu brakowały dokładnie trzy kawałki, i dziesięć świeczek, które zgasiła jednym zdmuchnięciem, siedząc na kolanach ojca.
Gdy zbliżała się do pokoju rodziców, szczęśliwe myśli od niej odfruwały, pozostawiając miejsce mrocznym zwiastunom.
Reguła numer dwa: obcy są niebezpieczeństwem.
Widziała na własne oczy: obcy brali osoby, oddzielali je od ich bliskich. Nikt nie wiedział dokąd je zabierano, ani potem co się z nimi stało. A może była jeszcze zbyt mała, nie była jeszcze gotowa, więc nikt nie chciał jej tego nigdy opowiedzieć. Była jedynie pewna, że te osoby nie wracały już z powrotem.
Nigdy więcej.
„Tato, mamo… Jest ktoś na zewnątrz domu” – wyszeptała pewna siebie, jak ktoś, kto nie chce być już traktowany jedynie jak dziecko.
Tata się obudził pierwszy, chwilę potem również mama. I dziewczynka od razu zyskała całą ich uwagę.
„Co słyszałaś?” – zapytała mama, podczas gdy tata brał latarkę elektryczną, którą zawsze trzymał w pogotowiu obok łóżka.
„Moje imię” – odpowiedziała dziewczynka niepewnie, obawiając się nagany, bo została naruszona jedna z pięciu reguł.
Ale nikt jej nie skarcił (…).
Tata wstał pierwszy z łóżka. Ubrał się w pośpiechu, ale nie włożył butów. Mama zachowała się identycznie, ale zrobiła jeszcze coś, co wprawiło dziewczynkę w zdumienie: wydawało jej się, że mama czeka na moment, w którym tata nie będzie mógł jej widzieć, ponadto spostrzegła, że mama wkłada rękę pod materac, bierze mały przedmiot i chowa go szybko do kieszeni. Dziewczynka nie zdążyła zauważyć, co to jest.
Dziwne to wszystko. Mama i tata nie mieli przecież tajemnic.
Zanim mogła o coś spytać, mama wręczyła jej drugą latarkę i uklęknęła przed nią, nakładając jej koc na ramiona.
„Pamiętasz, co musimy zrobić teraz?” – zapytała, patrząc jej prosto w oczy.
Dziewczynka przytaknęła głową. Zdeterminowane spojrzenie mamy dodało jej odwagi. Od kiedy przeprowadzili się do tego opuszczonego domu, około przed rokiem, próbowali dziesiątki razy tej procedury: tak to nazywał tata. Dotychczas nie było potrzeby, aby ją wdrażać.
„Trzymaj mocno lalkę” nakazała mama, potem wzięła małą dłoń córki w swoją, ciepłą i mocną.
Gdy schodziły po schodach, dziewczynka odwróciła się na chwilę i spostrzegła, że tata wyciągnął z komórki jeden z kanistrów, którego zawartość rozlewał teraz wzdłuż murów na piętrze. Płyn cieknący po deskach podłogi miał zapach silnie gryzący (…).
DOM GŁOSÓW ultima modifica: 2020-01-22T16:21:28+00:00 da Mariola Gladysz

Post Author: Mariola Gladysz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *